Mleko prosto od krowy, czy prosto ze sklepu?

Dla wszystkich miłośników mleka, a szczególnie tych, którzy mieli okazję spędzać wakacje na wsi, u babci, cioci bądź po prostu na wsi się wychowali, smak mleka prosto od krowy jest niepodrabialną przyjemnością. Jego smak i zapach przywołuje zapewne najradośniejsze wspomnienia. Obecnie o gospodarstwa gdzie hodowane są pojedyncze sztuki bydła coraz ciężej. Produkcja mleka na małą skalę zupełnie się nie opłaca. Prym wiodą ogromne gospodarstwa, a właściwie można by powiedzieć zakłady, gdzie stado liczące kilkaset sztuk dzień w dzień produkuje tysiące litrów mleka. Nie jest to jednak mleko, które potem spożywamy na szybko po wydojeniu, trafia ona do dużych zakładów mleczarskich gdzie przechodzi szereg zabiegów pozwalających na utrzymanie go w świeżości przez dłużej niż dzień czy dwa. Czy mleko kupowane w sklepie może jednak równać się z tym pitym prosto po porannym bądź wieczornym dojeniu?

To samo, a jednak różne

Na wyżej postawione pytanie nie można jednoznacznie odpowiedzieć nie wymieniając wcześniej różnic jakie występują pomiędzy jednym, a drugim rodzajem, jakby się mogło wydawać tego samego produktu. Owszem produkt ten sam, ale zarówno smak jak i skład odróżniają oba mleka. O ile nie chodzi tu dokładnie o dodawanie czegokolwiek do któregokolwiek z tych mlek, o tyle procesy jakim poddawane jest mleko przetwarzane na skalę przemysłową wymuszają pewne różnice. Świeże mleko bogate jest w tłuszcz mleczny, cukier czyli laktozę, a także białka. Ten pierwszy jest czystym nośnikiem smaku. Odtłuszczone w procesach przetwórstwa mleko traci te właściwości, więc w tym przypadku 1:0 dla mleka prosto od krowy. Smak jest jednak parametrem względnym. Weźmy na tapetę wartości odżywcze. Białko, czyli to wymienione wyżej jako ostatnie, zbudowane jest z aminokwasów, a te z kolei pełnią istotną rolę w funkcjonowaniu naszego organizmu. Podczas obróbki mleka część z tych aminokwasów ulega zniszczeniu. O jakiej obróbce mowa? Termicznej. Mleko w przetwórstwie poddawane jest jednemu z dwóch zabiegów: pasteryzacji lub sterylizacji. Oba procesy różni temperatura. W obu przypadkach jest ona bardzo wysoka, ale to sterylizacja jest tu górą. Na skutek działania bardzo wysokich temperatur i odpowiednio dobranych wartości ciśnienia dochodzi do zniszczenia części białek. Mleko prosto od krowy, 2:0, w porównaniu z mlekiem sklepowym. Aminokwasy mogą zostać utracone, ale nie tylko one. Co jeszcze ulega zniszczeniu to mikroflora mleka.

Bakterie, które giną nie zawsze są złe.

Aby mleko sprzedawane w sklepach było bezpieczne i przede wszystkim wytrzymało określony czas na półkach sklepów trzeba pozbawić je mikroorganizmów. Mleko posiada szeroką mikroflorę, która jednak składa się w głównej mierze z różnego rodzaju bakterii pozytywnie wpływających na nasze zdrowie. Na skutek pasteryzacji giną formy dorosłe tych mikroorganizmów. W przypadku sterylizacji zniszczeniu ulegają także formy przetrwalnikowe. Pod tym względem mleko zostaje całkowicie wyjałowione. Po raz 3 wygrywa mleko prosto od krowy.

Minusem w tym przypadku są jedynie mikroorganizmy patogenne, takie jak chociażby bakterie E. Coli mogące wywołać poważne zatrucie pokarmowe. W tym przypadku zabiegi pasteryzacji i sterylizacji są jak najbardziej pożądane, ponieważ zapewniają bezpieczeństwo produktu.

Wybór należy do każdego z nas.

Pomimo bezpośredniego zwycięstwa mleka świeżego nad mlekiem sprzedawanym w sklepie, ciężko jest jednoznacznie powiedzieć “Proszę nie kupować mleka w sklepie”. Wszystko zależy od naszych możliwości zdobycia świeżego mleka, jego dostępności i naszego stanu zdrowia. Świeże mleko jak każdy nieprzetworzony produkt ma wiele zalet, jednak jeśli nie mamy szansy na picie go zawsze kiedy najdzie nas ochota wybierzmy to ze sklepu, pasteryzowane i niekoniecznie o zawartości tłuszczu 0,5%. 2, lub nawet 3,2% tłuszczu nie zaszkodzi nam, a zdecydowanie smakiem zbliżymy się do kubka ciepłego mleka, jakie możemy pamiętać z dzieciństwa.